wtorek, 4 lutego 2014

Post próbny

~Hao~
 Codziennie obserwuje tego czarnego ptaka.
Przeraża mnie.
Patrzy na mnie z obojętnością, z tą samą pustką w oczach co ludzie, których nienawidzę z całego serca. Nienawidzę ich za to co zrobili mi i mojej matce, tysiąc pięćset lat temu. Nienawidzę ich. Chcę by wszyscy zdechli. Wymuszam uśmiech. Na co dzień wymuszam ten sztuczny i kpiący dla wszystkich uśmiech, by nie bolało.
Przystąpiłem do turnieju i wygrałem. Mam kochającego brata, mam niby rodzinę i jestem królem, ale co z tego ?
Nadal czuję tą samą pustkę w sercu. Nadal czuję to co niegdyś. Jednak Yoh mi pomógł i za to jestem mu wdzięczny, ale to nie zwróci mi straconych lat. Nie zakryje to ran w sercu. Tego bólu, który przeżywam na co dzień.
Płaczę w samotności. Ukrywam to przed ukochanym bratem. Nigdy nie poproszę go o pomoc, bo nie potrafię tego zrobić. Zwyczajnie nie potrafię, a ten przerażający ptak ciągle na mnie patrzy. Boję się co przyniesie jutro....


~Yoh~
Mimo iż nie zostałem królem szamanów, to cieszę się życiem. Jestem radosny z faktu, że pomogłem kochanemu braciszkowi , w odnalezieniu siebie. Czuję jednak, że nadal coś przede mną ukrywa i boję się o niego.
Anna z początku była lekko rozczarowana, jednak nie miała mi tego za złe. Może w duchu się cieszyła ?
O nią też się boję, ma coraz większe bóle głowy i zamyka się w sobie jeszcze bardziej. Chcę im jakoś pomóc, ale sam nie wiem jak.
Kolejny, nudny dzień przesiedziałem na strasznym wzgórzu, rozmyślając nad tym wszystkim. Nie dawało mu spokoju to, że codziennie widziałem kruka przelatującego koło siebie.
Jego spojrzenie było przerażające i aż paraliżowało.
Nie wróży to nic dobrego....

~Ren~
Turniej skończony. Oczywiście nie zostałem królem szamanów, jednak cieszę się z tego.
Dałem z siebie wszystko i pomogłem, innemu człowiekowi, odpokutowując grzechy. Zmieniłem go po części, jednak największą rolę oczywiście musiał odegrać w tym wszystkim-Yoh.
Nadal mam kontakt z Horohoro, Lysergiem i resztą, jednak coś mnie cały czas niepokoi.
Wyglądam za okno, a na parapecie przesiaduje całe dnie, czarny kruk o czerwonych ślepiach.
Może mam tylko zwidy?
 Przynajmniej tak twierdzi Jun, ale ja czuję inaczej...
...Nic się nie dzieje przypadkiem...

~Horohoro~
Wróciłem do swojej wioski, z przymusem. Oczywiście do tego zmusiła mnie Pilica, sam bym nigdy nie wrócił do ojca, jednak to co się stało zdziwiło mnie najbardziej.
Wszyscy przywitali mnie z radością, tęsknotą, a ojciec rzucił się na mnie z uściskiem.
Znów poczułem to rodzicielskie ciepło, którego mi przez tyle lat brakowało. Nikt nie gniewał się, że nie wygrałem turnieju, albowiem byli zadowoleni, że pomogłem wraz z przyjaciółmi, najpotężniejszemu szamanowi na świecie.
Sam nadal nie mogę w to uwierzyć, że to prawda ? Ciągle myślę, że to sen.
W czasie powrotu stało się wiele dziwnych rzeczy. Codziennie za mną i moją siostrą leciał czarny kruk.
Kilka razy prawie otarliśmy się o śmierć, a ten ptak zawsze przy tym był. To pewnie zbieg okoliczności, albo i nie...?

~Choco~
Wróciłem na tak zwane-stare śmieci. Chciałem rozbawić kilka osób, jednak to też na nic.
Według mnie, moje żarty są zabawne i nie rozumiem co się innym w nich nie podoba?
Obserwował mnie kruk. Straszny kruk.
Chciałem z nim wymyślić dowcip, ale nie byłem w stanie. Ciekawe czemu ?

~Lyserg~
W Londynie jest teraz pięknie. Nadal nie do końca wybaczyłem Hao, ale przynajmniej już zrozumiałem, czemu się tak zachowywał.
Według mnie, nie powinien zostać Królem Szamanów, ale trudno.
Wróciłem do nauki, podszkoliłem się w różdżkarstwie i pisałem listy z Jeanne. Opisywała mi swój powrót do domu, wraz z Marco.
Prawie nic się nie zmieniła. Nadal lubi słodycze i jest taka trochę dziecinna, jednak pisanie z nią to czysta przyjemność.
Opisywałem jej ostatnie wydarzenia z Londynu. Najdziwniejszą, rzeczą jak dla mnie, było pojawianie się na miejsca morderstw tego samego, czarnego i wielkiego ptaka.
Miejscowi ludzie, zaczęli już rozsiewać jakieś dziwne i niesłychane plotki.

~Ryu~
Nareszcie, koniec. Pomogłem Yoh i Hao. Czuję z tego powodu dumę, chociaż i tak nie wygrałem.
Wierzę, że wszystko uda się jednak zmienić, na lepsze.
Co dzień, szukam miłości wraz ze swoim duchem stróże, Tokageroh. Nucę sobie jakieś piosenki pod nosem, denerwując go, ale jestem zbyt szczęśliwy by nie śpiewać.
Niedługo odwiedzę Yoh i Annę-samę, w ich posiadłości w Tokio, jednak ciągle przeszkadza mi ten ptak.
Nie mogę zrozumieć, czemu za mną leci, dzień w dzień. To podejrzane, wręcz dziwne….